Idziesz najszersza ulica w Twoim miescie. Slonce gdzies w oddali swieci przez szaro bure chmurki. Idziesz i idziesz, i wiatr wieje Ci prosto w twarz, w Twoje cialo, czujesz go dobrze, czujesz jego chlod i to ze zyjesz. Wkolo jezdza auta, w oddali przechodza ludzie, ale nikt nie zwraca na Ciebie uwagi, w koncu jestes w wielkim miescie. Gdzies tam szumia drzewa i krzaczory, prawie jak nad morzem.

Wiatr sie wzmaga i chmury robia sie bardziej szare ale ty czujesz moc tej sily natury i jestes z nia w tancu. Wiatr Cie popycha od przodu i daje Ci jego sila niesamowita frajde i energie – napelnia Cie i cieszy. Rozkladasz rece, zamykasz oczy i czujesz, ze lecisz swobodnie i bez wysilku, opada z Ciebie wszystko, doslownie wszystko. Otwierasz oczy i widzisz horyzont morza. Masz rozlozone szeroko rece, pod Toba myka pofalowana woda a przed Toba w oddali rozmyty horyzont. Lecisz tak i przechodzi przez Ciebie na wylot ten relaksujacy przyjaciel wiatr, pchajacy Cie ku gorze delikatnie, tak, ze nie da rady leciec inaczej niz wprzod, slizgajac sie po nim, prawie lezac i bez wysilku. Patrzysz na swoje skrzydla, jestes ptakiem, czujesz dume ze swojego nowego wcielenia, ktore bylo takie cudno latwe. Lecisz i lecisz, i lecisz, i lecisz. I lecisz. Lecisz tak sekundy i minuty, godziny. Jestes tylko ty, na dole morze, do gory niebo a przed Toba horyzont. Wszystko jest takie proste i takie zywe acz spokojne. Chlod wiatru Cie omiata i dodaje Ci skrzydel. Lecisz i lecisz, i lecisz, i lecisz. I lecisz. Mijaja kolejne godziny, lecz nigdy nie zachodzi slonce. Pod Toba ciagle woda, pracujace ciezko i wesolo fale. Widzisz w dalekiej oddali spadajaca z ogromej, wielopietrowej, ciemno-szarej chmury wode. Taki syty deszcz. Sa w tym walcu burzowym tez pioruny. Wyglada to pieknie ale myslisz sobie, ze nie chcesz sie w to pakowac bo moze sie ciezej leciec, moze bedzie trzeba na wodzie osiasc a przeciez tak fajnie Ci sie leci. Zmieniasz kurs w lewo i lecisz tam, a tam jasnieje duzo bardziej slonce i wypogadza sie pogoda. Wiatr mija calkowicie i jest spokojne, gladkie morze – jak lustro odbijajace slonce. Jest dalej chlodno i przyjemnie. Nagle czujesz skads strach, nad Toba po lewej jakas ciemna materia w formie ptaka spada na Ciebie ogromnie szybko ale ty wiesz, ze czmychniesz i nurkujesz 5 razy szybciej w wode, rosnie Ci dlugi dziub i jest Ci duzo latwiej pedzic w wodzie gdzie blyskawicznie przemieniasz sie w delfina. Kiedy sie oddalasz katem oka widzisz ptaszora, ktorego woda wypchnela na powierzchnie wody i z odwaznego zrobil sie malym ptaszkiem dryfujacym po powierzchni. Szybko sie oddalasz i juz dawno nic nie pamietasz. Woda jest zimna, prawie lodowata i jest to wspaniale uczucie, pozwalasz zeby Cie przeszylo na wskros i zabralo wszystko czego nie chcesz. Jedyne co teraz czujesz to gleboki spokoj. Tak plyniesz i plyniesz, mijasz fajne kolorowe rybki, jakies dziwne krzaczki, sa zolwie i sa koniki wodne. Tak sobie plyniesz, robisz w wodzie rolki a tu grupa tunczykow mieniaca sie w sloncu. No nie, takiej okazji zeby sie pobawic nie przegapisz, wpadasz w to stadko i baraszkujesz az wpada Ci do pyska jeden tunczyk, chaps, pychotka! I znowu sie z nimi bawisz, i je gonisz, i tak sie fajnie bawisz, chociaz one pewnie mniej i o chaps, drugi – ale pysznosci, mniam. Najedzony brzuszek. Zostawiasz je i ruszasz dalej. Wkolo ciagle cos sie dzieje ale jestes tylko ty w zasadzie. Plyniesz niepostrzezenie i baraszkujesz z babelkami, nawet puszczasz oczka z powietrza i sobie myslisz fajnie by bylo spotkac inne delifiny, moze by Cie przyjely do stada. Wtedy to by sie dopiero bezpiecznie zrobilo, zadna czarna masa by Cie w stadku nie znalazla. Plyniesz i plyniesz, i mijaja minuty, godziny, jest zimno i cudownie przyjemnie, mijaja dni choc slonce nigdy nie zachodzi az pewnego dnia spotykasz grupe delfinow. Z poczatku ostroznie, troche z boku, plyniesz za nimi a one Cie obserwuja, Twoja niesmialosc im sie podoba i postanawiaja Cie przyjac. No i wtedy to sie zaczyna baraszkowanie, babelki puszczacie tak ze musicie zrobic igrzyska. 1 delfin stoi na bramce u gory i broni, a Twoja druzyna puszcza bable a druga druzyna je probuje zbic. Jak je zbijaja to lapiecie te male pozostale babelki i sprytnie podajecie jednemu ze swoich delfinow, ktory zaraz przy bramkarzu wypuszcza bableka i wygrywacie caly mecz! Co za walka i jaka frajda. Na koniec dnia wszyscy leca w strone gdzie chce plynac najstarsza matka delfinia, ona prowadzi. Dzisiaj docieracie do wyspy wokol ktorej plywaja syrenki – prawdziwe syrenki! Zawsze to bylo Twoje marzenie zeby poznac syrenki, ale bylo jakies dziwne mniemanie, ze one nie istnieja. A tu sa i do tego sa szybkie jak pieruny, fajnie sie z nimi plywa i przynosi im rzeczy. Podobno sa bardzo zle dla ludzi ale nie wiedza, ze ty nim jestes. A moze nie jestes? Syrenki sie blyszcza ladnie w wodzie. Ciekawe skad sie biora. 

Twoja delfinia rodzina wyrusza dalej i dalej, i plynie, i plynie. I plynie a chlod wody Cie okala i leczy z czlowieczentwa. Nagle kiedy tak plyniecie ogromny rekin lapie Cie wpol na co rozsypujesz sie na tysiac malutkich rybek i wyplywasz spod zebow rekina. Jestes juz tylko jedna z malych rybek i nie mozesz przestac chichotac bo rekin zrobil sie jakis kreskowkowy, ma rozdziawiona gebe i stoi na sztorc w tej wodzie, jakby na ogonie. Smiejesz sie i smiejesz, i jestes juz daleko. Jako mala rybka sama nie wiesz co masz robic wiec sobie tak plyniesz i nikogo nie obchodzisz. Nic cie nie chce zjesc nawet, jestes taka mala rybka. Chyba jestes zolta rybka. Nie za dobrze widzisz swoj kolor, ale tak, jestes zolta rybka. Myslisz sobie “nudno, cos by trzeba porobic, moze znowu bedziesz delfinem bo by sie szybciej plynelo”. I przemieniasz sie w delfina i znowu zapierniczasz w tej wodzie jakby w dupie byl motorek. Myslisz sobie ta czarna masa to jakas nieznosna, wyskakuje zza rogu, a czy Tobie sie chce tak przemieniac, odpoczecie tez jest dobre. Wypadaloby cos z tym zrobic. I jako delfin szukasz jakiegos statku malego, z poczciwymi rybakami najlepiej, i pachnaca rybka. Tak plyniesz, i plyniesz, i znajdujesz statek rybacki, i nakladasz na siebie swoja niewidzialna kulke i znikasz, zeby niepostrzezenie wyleciesz z wody i wleciec na poklad statku gdzie przemieniasz sie w slodkiego kotka, ktory rybka nie pogardzi. Tak, wybierzesz sobie opiekuna, on Cie wsadzi za kapote i bedzie juz zawsze Cie szanowal i kochal, i sie Toba opiekowal. I tak sie dzieje, jest taki jeden, co jak widzi Ciebie biednego wyszczurzonego kociaka zmarznietego to Cie bierze za kapote, a tam tak cieplo, milutko, ojejku rozplywasz sie i juz niczym sie nie martwisz. 

I tak zyjesz sobie ze swoim czlowiekiem, przysparzasz mu samych przytulasow, marudzisz na jedzenie ale tak slodko i czlowiek lata po lepsze kaski rybie – a nie wie zes delfinem. I tak czlowiek wyplywa w morze czasem a ty siedzisz na oknie i patrzysz na swiat i jest Ci tak milo, i bezpiecznie. Caly dom Twojego czlowieka jest pod poteznym plaszczem ochronnym i nie wiesz jak to sie dzieje ale juz nidgy zadna czarna masa Cie nie znajduje. Nie jestes wcale w niewoli, po prostu nie chce Ci sie wychodzic i moczyc lapek w rosie. Mooooze jak bedziesz innym kotem w innym zyciu. Ale to Ci odpowiada. Czekasz na Twojego czlowieka zeby mu pomarudzic i pomialczec. Dzisiaj bedzie Cie musial podziwiac z najwyzszej polki w kuchni, bedziesz swoja zwisajaca od niechcenia lapka go wital w drzwiach. Tak sobie bedziecie zyli tylko szkoda ze ty masz 7 zyc a Twoj czlowiek tylko jedno. 

KONIEC CZ. I