Czego by nie napisać blog istnieje.

Piękniś z potoku Panna

Relacja z zielarskich warsztatów terenowych – cz. I

Oj podziało się. Zostaliśmy przegonieni po łąkach, rowach, potoku i po górach. Uszliśmy jednak z życiem. Co poniektórzy się zgubili ale dobry duch nad nimi czuwał i się odnaleźli.

Jeśli jarają Cię klimaty zielarskie, oraz światka tej gałęzi alternatywnego traktowania się, to zdecydowanie czytaj dalej 🙂

Piękniś z potoku Panna

Piękniś z potoku Panna

Według pobieżnych obliczeń uczestników wyprawy było około 200 osób, o przekroju wiekowym od dzieci do osób starszych. Zaczęliśmy się zbierać o 10 rano. Lekką obsuwę w rozpoczęciu wymarszu spowodowało poświęcenie wszystkich pięknie pachnącą przeciwkleszczową mieszanką olejków eterycznych lub też spóźnianie się głośnika. Wyprawa składała się z kilku, posortowanych rosnąco pod względem trudności (o czym nikt nie wiedział), części:

  • najpierw oglądaliśmy rośliny terenów wilgotnych łąk, położonych zaraz przy parkingu

    Prażąc się w pełnym słońcu nadstawialiśmy uszu nad wykładem dra Różańskiego oraz dra Wróbla przemawiających znad morza dyktafonów i aparatów. Kilku rzeczy dowiedzieliśmy się również od przechadzającego się akurat w okolicy dra Łuczaja. W łunie pysznych zapachów przeciwkleszczowych stało się całkiem fajnie. Poziom trudności rzekłabym low.

  • potem oglądaliśmy rośliny przydrożnych, mokrych rowów

    Tutaj odnalazł się głośnik. Poziom z low zmienił się na było miło.

  • rośliny na skraju potoku Panna

    Tu już było trochę cienia jednak skumulowane promienie słoneczne na czaszkach większości uczestników zaczęły dawać się we znaki. Poziom mniej więcej low-medium.

  • rośliny przy potoku Panna

    Tutaj szliśmy potokiem panna. Kto miał laczki, buty górskie albo kalosze miał szczęście – bądź był przygotowany? Adidasowcy próbowali kroczyć górą, omijając rozsiane jak pułapki pastuchy. Zresztą w potoku nie było lepiej: pastuchy też tam były! Weszliśmy na poziom trudności medium.

  • rośliny leśne górskie

    O ile tu było już pod dostatkiem cienia to co słabsi kondycyjnie i dzieci mieli problem z utrzymaniem tempa. Gdzieniegdzie wybuchające łkania powodowały wręcz pożądany skutek: wzrost motywacji u uczestników wyprawy znajdujących się przed nimi i niebywałą wytrwałość w biegu pod stromiznę. Nikt ostatecznie nie wpadł w błoto poburzowe, okazjonalnie występujące bagienko, uskok czy półmetrowe koleiny po wywózce drzew z lasu. A przynajmniej my o niczym nie wiemy.
    Przystanek w lesie na samej górze z wykładem był na pewno wartościowy. Jednak – tak jak na przystanku wcześniej – nie było niczego widać ponieważ wykładowcy byli oblężeni, jak również nie było niczego słychać bo bateria w głośniku już całkiem padła. Poziom trudności hard?

  • powrót z przystankiem na pięknym zboczu

    Tutaj zadziała się rzecz niespodziewana. 200 osób szło stromym zboczem, kąt cirka 45°, poza szlakiem. Z duszą na ramieniu, trzymając się małych i dużych drzew, niejednokrotnie z trzecią nogą w postaci znalezionej gałęzi: wszyscy zgodnie podążali po próchniejącym drzewie za drem Różańskim, który chyżo widoczne skacząc był już na dole kolejnego potoku i raczył się wodą leśno-strumykową. Dzieci nie śmiały już kwilić ponieważ były zajęte realnym strachem o swoje życie. Taka sytuacja:

    Młoda dama w ubłoconych po kostki butach, ze strachem w oczach patrzy w górę:
    – Ja pana błagam, proszę Pana, niech Pan na mnie nie spada! – rzekła, a jej głos drżał
    – Ja Pani obiecuję, że będę spadał w prawo – odrzekł przemiły starszy pan
    – Dziękuję Panu, to by było naprawdę miło z Pana strony – odpowiedziała z wyczuwalną ulgą. Jej wzrok skierował się ku dołowi i z nową siłą stawiła kolejny krok, nie puszczając bynajmniej drzewa.

    To tutaj zgubiły(by) się dwie panie z okolic Lublina gdyby nie wspaniały, niestety bezimienny wybawiciel, który je eskortował. Nie miał on pojęcia gdzie poszła reszta grupy lecz posiadał najnowszą zdobycz techniki: GPSa. I ta historia udowadnia nam, że gentlemani są wszędzie, jeśli ktoś nie umie takowych znaleźć są na pewno w lesie. W każdym razie poziom trudności: crazy.

  • ognisko

    Po trudach tego dnia każdy mógł uprażyć sobie zasłużoną kiełbaskę na ognisku po-warsztatowym. Tutaj już wiele osób nie dotarło, jedni ze zmęczenia, inni z braku informacji, gdzie takowe ma się odbyć. Nasza mała grupka jednak odnalazła to skryte miejsce i uraczyła się ziemniakiem lub dwoma. Tutaj również odnalazł się dr Łuczaj, który słusznie wydawał się zaginąć po poziomie medium. Poziom trudności: catch me if you can.

 

– Oj tam, oj tam. Czego się dąsać, fajnie było!

Oj było. Za rok, jak mię Krysia zawiezie, przetrzepię się po górach raz jeszcze.

– Weź też płetwy, bo może będziem pływać 😉

 

PS. To Be Continued: będą i zdjęcia!

 

Ktoś się wybiera za rok? Łapka w górę 🙂

Previous

Bomby vinaigrettowe

Next

O ziołach Na temat

7 Comments

  1. Sylwia

    Tym dobrym duchem był mój mąż i to on jak przewodnik watachy szedł na końcu z najslabszymi osobnikami. Dzięki Krzysiek!

    • Wow! Panie Krzysztofie medal się Panu należy. Taki z ogromnym sercem ❤️

  2. Dorunia

    Dzięki za ciekawą relację, która czytałam z uśmiechem na twarzy ale i z przerażeniem przy słowach “dzieci”
    No cóż, wyprawy warsztatowe z dr Różańskim to zawsze trudny teren, przecież jesteśmy w górach 🙂 i zabranie dzieci na wyprawę nie było dobrym pomysłem. W przyszłości również nie będzie. Wystarczyło zapytać uczestników poprzednich wypraw, mieliście ich w swoim otoczeniu. Co prawda w komunikacie była informacja o zwolnieniu z opłat dzieci poniżej 15 lat, ale każdy kto choć raz podążał w terenie z bądź za doktorem wie jak to wygląda w praktyce.
    Miejsce spotkania – ogniska było podane na blogu doktora z chwilą ogłoszenia zapisów, czyli pole biwakowe Stasiana.
    Gratuluję dowcipnego pióra i czekam na kolejne ziołowe relacje.
    Pozdrawiam
    Dorunia

  3. Lady M.

    W blotku wyladowala, nawet kilkakrotnie, ok. 11 letnia dziewczynka i to ona pozniej tak łkała idac pod gorke. A Doktor jest niesamowity – nie mozna bylo za nim nadazyc! Kto by pomyslal, zadziwia stale – tym razem nie tylko poziomem wiedzy i zyczliwoscia, ale i kondycja (brzuszek wrozyl raczej spokojne tempo… ;)))

    • Biedulka! Oby jednak zapamiętała góry dobrze.

      Zobaczymy czy dr w przyszłym roku wybierze jakieś inne miejsce – w końcu potok Panna i okoliczne pagórki już są „opanowane” 😉

  4. Ida

    Szczęśliwie odnalezione, przez moment jednak zaginione panie przyjechały z okolic Lublina,
    Fajnie było!
    Pozdrawiam. Ida

Leave a Reply

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén

%d bloggers like this: